Podzielę się z Wami czymś, co ‑ w moim odczuciu ‑ od długiego czasu (pewnie z dwadzieścia lat) pozostaje dość niepopularne: moim ulubionym podręcznikiem harmonii, którego chętnie i na co dzień używam w pracy, jest Harmonia Kazimierza Sikorskiego. Za czasów mojej nauki był to klasyk i jedna z nielicznych dostępnych i znanych publikacji. Później na rynku pojawiło się znacznie więcej różnorodnych wydawnictw.
Doskonale pamiętam czasy, gdy nauczyciele rutynowo zadawali do przeczytania kilkadziesiąt stron tekstu naraz. Nad książką Sikorskiego już po drugiej stronie zamykały się oczy i opadała głowa, co zresztą przywracało w sposób nagły, choć krótkotrwały kontakt z rzeczywistością. Wówczas, mimo fascynacji przedmiotem, nie byłem w stanie przebrnąć za jednym podejściem przez którykolwiek z długich, najeżonych przykładami nutowymi paragrafów. Być może do wszystkiego trzeba odpowiednio dojrzeć.
Dzisiaj ‑ jak zasygnalizowałem na wstępie ‑ to najwyżej ceniona przeze mnie pozycja z tego zakresu. Odpowiada mi sposób myślenia autora, jego ścisłe i rzeczowe podejście oraz „traktatowy” charakter tej pracy. To, co jedni uznają za mankament, czyli drobiazgowość i pozorną powtarzalność wywodu, traktuję jako wnikliwość oraz uważność na niuanse. A te, zarówno w harmonii, jak i ogólnie w muzyce, są kluczowe. Pozwalają lepiej zrozumieć istotę zjawisk, których prawdziwe znaczenie ujawnia się dopiero w odpowiednim kontekście. Stąd ‑ tak duża rola wszechstronnego jego naświetlania.
Jednak tym, co dla mnie najważniejsze, jest staranny dobór zadań. Cenię zwłaszcza melodie stanowiące podstawę harmonizacji sopranu. Są ładne, mają duży potencjał harmoniczny, i pozostawiają niezbędny margines swobody pozwalający na zastosowanie różnorodnych środków harmonicznych. Sam z przyjemnością co kilka miesięcy lub lat do nich powracam, odkrywając nowe możliwości wielogłosowego opracowania. Czasem traktuję to jako rozrywkę, innym razem jako praktyczną odpowiedź na pytania moich uczniów. Jednego mogę być pewien: dzięki swojej budowie melodie te pozwalają stworzyć coś, co w moim przekonaniu jest sednem nauki ‑ UTWÓR MUZYCZNY. Kompozycję z właściwą jej dramaturgią i wyrazem, nawiązującą do naszych wyobrażeń o dziele artystycznym.
W dobie nauczania zdalnego wypracowałem praktykę polegającą na samodzielnym rozwiązywaniu zadań dawanych uczniom. Efekt tej pracy, wraz z komentarzem, przekazuję im później jako materiał instruktażowy lub rodzaj inspiracji pokazującej, co można wydobyć z danej, niekiedy niepozornej linii melodycznej. W taki sposób powstało opracowanie zadania nr 155:
Zadanie to pochodzi z części podręcznika poświęconej akordom pobocznym. Pojedyncze wskazówki Autora sugerują wykorzystanie konkretnych współbrzmień, narzucając określoną konwencję. Z reguły pozostawiam uczniom swobodę w tym zakresie, choć propozycje Sikorskiego uznaję za trafne.
Ostatnio pracowałem nad tym przykładem z uczniem bardziej zaawansowanym, co pozwoliło na wykorzystanie szerszej gamy środków. Poniższa wersja stanowi odpowiedź na poszukiwania ucznia w zakresie ciekawszego efektu brzmieniowego oraz zastosowania figuracji:
Mimo zastosowanej polifonizacji głosów, podkreślającej ich samodzielność polirytmii oraz ogólnie fortepianowego charakteru faktury, ścisłe, tradycyjne zasady zostały zachowane.
Co sądzisz o osiągniętym efekcie? Jeśli jesteś ciekaw, co kryje się „w środku” ‑ potraktuj to jako swoiste zadanie z kształcenia słuchu... A co do Sikorskiego: oszczędzam uczniom czytania całych rozdziałów. Ale wciąż nie mam pewności, czy to dobrze.